Poezja księdza Twardowskiego opowiada zarówno o Bogu jak i o ludziach, naszpikowana jest metaforą i apostrofą. Wiersze często przypominają swoistą modlitwę.
O braciach pytających się samych siebie
Wyszli bracia - wiatr we włosach - co za czas!-
w oczach gwiazdy i drzewa na spodzie -
pochyleni, zanurzeni po pas,
brodzą w nocy czerwcowej jak w wodzie.
Zatrzaśnięte na krzyż okiennice,
nie skoszony jeszcze zapach łąk -
- chodźmy prędzej, takie ciemne ulice
z tym księżycem, co dogasa u rąk.
- Czy to życie jeszcze, czy już sen? -
pomysł pierwszy, potem ja pomyślę -
i dziwili się, to tamten, to ten -
las się chwieje, Jakby stał na Wiśle.
Mamy umrzeć czy żyć dalej - może wiesz -
rozważ pierwszy, potem ja rozważę -
a już wschodził powoli jak świt
odgłos dzwonów porannych na twarze.
1937
Nad pustą gazetą
Nad pustą gazetą
kiedy plany nasze wywracają się do góry nogami
kiedy nazywają Ciebie dobrym Ojcem a inni głuchym kamieniem
kiedy pozór wyskakuje jak filip z konopi
w podziwie o wiele starszym od rozumu
w zwątpieniu które także prowadzi w nieskończoność
kiedy tak mało barw a tak dużo kolorów
kiedy złoty środek staje się szary
nad próżnią bez dna wciągającą świat
kiedy niepokój ryczy Jak ósma chuda krowa
kiedy możesz się rzucić na szyję Janowi XXIII na fotografii
biegnę do Ciebie jak po nitce do kłębka
1967
Baranku wielkanocny
Baranku wielkanocny coś wybiegi z rozpaczy
z paskudnego kąta
z tego co po ludzku się nie udało
prawda że trzeba stać się bezradnym
by nielogiczne się stało
Baranku wielkanocny coś wybiegł czysty
z popiołu
prawda że trzeba dostać pałą
by wierzyć znowu
1982
Przyszła
Znowu przyszła do mnie samotność
choć myślałem że przycichła w niebie
Mówię do niej:
- Co chcesz jeszcze, idiotko?
A ona:
- Kocham ciebie
2000.
